W odróżnieniu od Azteków czy Inków Majowie nigdy nie tworzyli jednolitego imperium z jednym władcą i jedną stolicą. To cywilizacja dziesiątek miast-państw, zajmująca obszar dzisiejszego południowo-wschodniego Meksyku, Gwatemali, Belize oraz zachodnich części Hondurasu i Salwadoru, której rozwój trwał nieprzerwanie ponad trzy tysiące lat: od pierwszych osad rolniczych około 2000 roku p.n.e., przez świetny okres klasyczny (250–900 n.e.), aż po dziś dzień, bo potomkowie Majów wciąż żyją na tej samej ziemi i mówią językami swoich przodków.
Miasta-państwa w dżungli
Polityczna mapa świata Majów przypominała mozaikę dziesiątek niezależnych królestw, z których każdym rządził k’uhul ajaw„Święty władca”: tytuł władcy miasta-państwa Majów, uważanego za pośrednika między swoim ludem, bogami i czczonymi przodkami.. Miasta łączyły się czasem przez małżeństwa lub sojusze, ale częściej walczyły ze sobą o szlaki handlowe, ziemię uprawną, a przede wszystkim o jeńców potrzebnych do obrzędowego przelewania krwi. Największa rywalizacja okresu klasycznego toczyła się między dynastiami Tikal i Calakmul, dwóch ogromnych miast w nizinnej dżungli dzisiejszej Gwatemali i Meksyku, których konflikt trwał przez pokolenia i wciągał po obu stronach całą sieć mniejszych sprzymierzonych miast. W 562 roku Calakmul w sojuszu z miastem Caracol zadał Tikal ciężką klęskę (atak, jak pokazują inskrypcje, zgrano z położeniem planety Wenus, dlatego archeolodzy nazywają go dziś „gwiezdną wojną”) i pogrążył je na ponad sto lat w politycznym zaćmieniu, w którym miasto nie wznosiło nowych monumentów.
W okresie największego rozkwitu Tikal liczyło zapewne dziesiątki tysięcy mieszkańców; stały tam monumentalne świątynie-piramidy, takie jak Świątynia I, zbudowana około 732 roku jako grobowiec władcy Jasaw Chan K’awiila I. Podobne rozmiary osiągnęły Calakmul, Palenque, Copán i wiele innych miast, ale żadnemu z nich nie udało się na długo podporządkować pozostałych i stworzyć jednolitego państwa Majów; właśnie to polityczne rozdrobnienie stulecia później znacznie utrudniło i spowolniło europejski podbój.
Pismo, które spłonęło
Majowie stworzyli najbardziej złożony system pisma w prekolumbijskiej Ameryce: połączenie znaków oznaczających całe słowa i znaków sylabicznych, w sumie kilkaset symboli, którymi zapisywali wydarzenia historyczne, genealogie władców, obserwacje astronomiczne i teksty religijne, wykuwając je w kamieniu lub wypisując na długich pasach papieru z kory figowca, składanych w księgi na kształt harmonijki.
Te księgi, kodeksy Majów, zniknęły niemal całkowicie za sprawą zakonnika Diega de LandyDiego de Landa (1524–1579), franciszkanin, a później biskup Jukatanu. W 1562 roku spalił większość zachowanych kodeksów Majów, ale w dziele, w którym próbował zapisać pismo Majów hiszpańskimi literami, mimowolnie zostawił klucz, który stulecia później pomógł je odczytać., który w 1562 roku w miasteczku Maní spalił ich dziesiątki, przekonany, że są „dziełem diabła”. Do naszych czasów przetrwały tylko cztery kodeksy, nazwane od miast, w których są przechowywane: drezdeński, madrycki, paryski i sporny Kodeks Groliera, z których drezdeński, ze szczegółowymi tablicami astronomicznymi, jest najstarszy i najlepiej zachowany. Ironia historii polega na tym, że właśnie Landa w tym samym dziele, w którym usprawiedliwiał spalenie kodeksów, zapisał swoją próbę objaśnienia pisma Majów za pomocą alfabetu hiszpańskiego; ten w gruncie rzeczy błędnie zbudowany „alfabet” stał się stulecia później jedną z kluczowych dźwigni odczytania, gdy radziecki językoznawca Jurij KnorozowJurij Knorozow (1922–1999), radziecki językoznawca, który w latach 50. XX wieku, opierając się na zapisie Landy, jako pierwszy dowiódł, że pismo Majów jest w dużej mierze fonetyczne, sylabiczne. rozpoznał w nim w latach 50. częściowo fonetyczny zapis. Decydujący krok nastąpił w 1960 roku, gdy historyczka sztuki Tatiana ProskouriakoffTatiana Proskouriakoff (1909–1985), historyczka sztuki rosyjskiego pochodzenia. W 1960 roku wykazała, że inskrypcje na monumentach utrwalają rzeczywiste wydarzenia historyczne z życia władców, a nie tylko dane kalendarzowe i religijne. dowiodła, że inskrypcje utrwalają nie tylko astronomię i formuły religijne, jak dotąd sądzono, ale także całkiem konkretne wydarzenia historyczne: narodziny, wstąpienia na tron, wojny i śmierć poszczególnych władców.
Równie doskonały był system liczbowy Majów, oparty na liczbie dwadzieścia, w którym kropka oznaczała jedynkę, kreska piątkę, a symbol muszli zero: Majowie, zupełnie niezależnie od cywilizacji Starego Świata, jako jedni z pierwszych na świecie doszli do pojęcia zera jako wartości liczbowej.
Kalendarz wykuty w kamieniu
Mierzenie czasu było prawdziwą pasją uczonych kapłanów Majów. Posługiwali się jednocześnie obrzędowym kalendarzem liczącym 260 dni, tzolk’inObrzędowy kalendarz liczący 260 dni (13 liczb × 20 nazw dni), używany równolegle z rokiem słonecznym liczącym 365 dni, zwanym haab., oraz rokiem słonecznym liczącym 365 dni, zwanym haab, które, splatając się, powtarzały się w 52-letnim cyklu znanym jako Koło Kalendarzowe. Do zapisu dłuższych okresów i dokładnego datowania poszczególnych wydarzeń służyła tak zwana Długa Rachuba, liniowe liczenie dni od mitycznej daty stworzenia świata, odpowiadającej mniej więcej 11 sierpnia 3114 roku p.n.e. To właśnie zakończenie jednego z największych cykli Długiej Rachuby, 21 grudnia 2012 roku, w kulturze masowej błędnie uznano za zapowiedź końca świata; dla samych Majów byłoby to tylko wyzerowanie jednego z liczników kalendarza, coś w rodzaju chwili, gdy licznik kilometrów starego samochodu przeskakuje na nową pięciocyfrową liczbę.
Obserwacja nieba była równie dokładna. Kodeks drezdeński zawiera szczegółowe tablice ruchu planety Wenus, której okres synodyczny wynoszący 584 dni obliczono niemal bezbłędnie, a jej położenie wykorzystywano, jak widzieliśmy, także do planowania wypraw wojennych. Sama piramida El Castillo w Chichén Itzá, na północy Jukatanu, jest swego rodzaju kamiennym kalendarzem: na każdej z jej czterech stron jest po 91 stopni, co razem z górną platformą daje dokładnie 365, liczbę dni roku słonecznego. Dwa razy w roku, w dni równonocy, zachodzące słońce rzuca wzdłuż krawędzi schodów szereg cieni, które łączą się z kamienną głową węża u podstawy, tworząc wrażenie węża schodzącego po piramidzie.
Bogowie, królowie i ofiara z krwi
Władców takich jak Pakal Wielki, który rządził Palenque niemal siedem dziesięcioleci, aż do swojej śmierci w 683 roku, uważano za świętych pośredników, których krew, według wierzeń, karmiła bogów i podtrzymywała porządek świata. W obrzędach upuszczania krwi władcy i ich małżonki przekłuwali sobie język lub inne części ciała sznurem z kolcami lub kolcami płaszczki, a uzyskaną krew ofiarowywali bogom, paląc ją na papierze. Jedno z najbardziej znanych przedstawień takiego obrzędu, pani K’abal Xook z miasta Yaxchilán przekłuwająca sobie język, podczas gdy jej mąż trzyma nad nią pochodnię, wyrzeźbiono na kamiennym nadprożu, które dziś znajduje się w British Museum.
Życie religijne przenikała też obrzędowa gra w piłkę, pok-ta-pok, w którą grano ciężką kauczukową piłką na wąskich kamiennych boiskach o ścianach nachylonych jak litera V. Gra miała głęboki sens kosmologiczny: w świętej księdze Popol Vuh„Księga rady”, święta księga ludu Kicze, zachowana w zapisie z początku XVIII wieku, z mitem o boskich bliźniętach i ich grze przeciwko władcom podziemnego świata. staje się areną pojedynku boskich bliźniąt z władcami podziemnego świata Xibalby, a przegrani, sądząc po niektórych przedstawieniach, płacili czasem głową. Równie święte były cenotyNaturalne krasowe studnie wypełnione wodą podziemną, częste na Jukatanie. Majowie uważali je za święte wejścia do podziemnego świata, Xibalby., naturalne zapadliska wypełnione wodą podziemną, przez które, według wierzeń, można było dostać się do podziemnego świata. W Świętej Cenocie w Chichén Itzá, zbadanej przez nurków na początku XX wieku, znaleziono przedmioty ze złota i jadeitu, a także ludzkie kości, które potwierdziły dawne zapiski o ofiarach wrzucanych do jej wód.
Upadek miast i zderzenie z Europą
W VIII i IX wieku, z przyczyn, o które archeolodzy spierają się do dziś, wielkie miasta południowych nizin, Tikal, Calakmul, Palenque i Copán, jedno po drugim przestają wznosić monumenty i pustoszeją. Dziś uważa się, że był to splot przyczyn działających jednocześnie: długotrwałych susz, potwierdzonych analizą osadów jeziornych i nacieków jaskiniowych, gleby wyjałowionej po stuleciach intensywnego rolnictwa, przeludnienia i coraz częstszych wojen między miastami, które zapewne zachwiały samą ideą świętej władzy królewskiej. A jednak nie można mówić o całkowitym zniknięciu cywilizacji Majów: na północy Jukatanu takie miasta jak Chichén Itzá, a później Mayapán, kwitły jeszcze przez stulecia w tak zwanym okresie postklasycznym.
Gdy Hiszpanie przybyli do Nowego Świata, właśnie to polityczne rozdrobnienie, które stulecia wcześniej osłabiło miasta Majów od wewnątrz, utrudniło ich podbój. W odróżnieniu od Azteków i Inków, których imperia upadły w ciągu kilku lat, bo wystarczyło zająć jedną stolicę, Jukatan nie miał takiego ośrodka: rodzina Montejo rozpoczęła podbój w 1527 roku, a pełną kontrolę nad półwyspem zdobyła dopiero po niemal dwudziestu latach walk. Ostatnie niezależne królestwo Majów, królestwo Itzá ze stolicą Nojpetén na jeziorze Petén Itzá w dzisiejszej Gwatemali, przetrwało do 1697 roku, niemal dwa stulecia po upadku Tenochtitlan i imperium Azteków.
Wbrew utrwalonemu mitowi o „zaginionej cywilizacji” Majowie nigdy nie zniknęli. Dziś w Meksyku, Gwatemali, Belize i Hondurasie żyje ponad sześć milionów ich potomków, którzy mówią mniej więcej trzydziestoma językami majańskimi, uprawiają kukurydzę po staremu i w wielu społecznościach wciąż posługują się dawnym kalendarzem; to dowód, że cywilizacja, która wzniosła Tikal i Chichén Itzá, nie wygasła, lecz, jak niegdyś wiele jej miast, jedynie zmieniła postać.


